Amateur

Popoludnie
I tak siedzielismy w tej knajpie juz d**ga godzine. Baska spijala cole, bo byla samochodem. Ja z Marzena konczylismy juz trzeciego browarka. Ludzi bylo jak na lekarstwo. W sumie dziwne, bo o tej porze juz powinno robic sie tloczno. Pólmrok tu panujacy i leniwe jazzowe dzwieki plynace z glosników rozkladaly sie w tej przestrzeni nie gorzej, niz smugi tytoniowych mgiel. I wtedy Marzena wypalila z grubej rury.
-Chcesz zebym zrobila Ci laske?
Nie wiem dokladnie jaka mialem mine, ale pewnie glupia, bo Basia walnela smiechem az prawie sie posmarkala.
-No co…nie chcesz? Przeciez prawie nikogo tu nie ma- rozbrajala mnie Marzena.
W koncu mowa wrócila mi do ust.
– Tutaj…oszalalas chyba?
-A co w tym zlego- wzruszyla ramionami- zrobie to pod stolem.
Nie powiem. Od ponad roku jak sie znalismy chodzac do tej samej szkoly, mialem Marzenke za fajna, bezposrednia i pozytywnie zakrecona dziewuche.I lubilismy sie na prawde szczerze. Czasem nawet myslalem jak to by bylo puknac ja w jakims ustronnym miejscu, ale…jakos nie bralem pod uwage tak bezposredniego aktu poznawczego. Przynajmniej na razie. Wiedzialem tez ze same dziewczyny znaja sie juz ladnych pare lat i bez krepacji poruszaja wszystkie mozliwe tematy. “Razem przelecialysmy tego chlopaka”- tak rzekla kiedys Marzena, co jasno obrazowalo w jak zazylych stosunkach pozostaja.
Tak…zaczynalo sie robic ciekawie. Baska saczyla cole i usmiechala sie tajemniczo, co wcale mi nie ulatwialo. Jednak te ulamki promili odkladajace sie teraz gdzies w moich zylach, daly mi przewage nad zaistniala sytuacja i…ustapilem.
Marzenie nie trzeba bylo dwa razy powtarzac. Zanurkowala pod stolik zwinniej niz kot. Baska tylko szepnela:
-Zobaczysz…spodoba Ci sie. Bedzie Ci dobrze jak nigdy. I szczerze mówiac powiedziala to w taki sposób, ze prawie momentalnie mi stwardnial. Chwile pózniej Marzenka gmerala juz przy rozporku, by zaraz wlozyc reke do moich spodni. Tych kilka niby niedbalych ruchów wystarczylo, by mój kogut nabral ostatecznych rozmiarów. Poczulem jeszcze jak odpina pasek, opuszcza majtki i…
Baska caly czas usmiechala sie po swojemu. W koncu zaczela mówic:
– I co…wziela go juz? Jak go trzyma…tylko od góry, czy polyka równomiernie az do nasady. A gmera Ci jezyczkiem w dziurce? Na pewno tak…ona to lubi. Zaraz zacznie zabkami…zobaczysz, jeszcze nikt Cie tak nie popiescil…
Faktycznie zaczela. Nie patrzylem w dól, ale wyobrazalem sobie jak teraz kreci glowa i ociera jego glówke o swoje zabki. Po jakims czasie przestala jednak i zaczela tak mocno ssac, ze az oparlem sie lokciami o stól. Baska mówila dalej:
-Zaloze sie, ze teraz piesci tez swoja cipke…na pewno to robi. Ona zawsze jak stawia laske, to lubi sie pocierac…
Zlapalem Baske za nadgarstek i podniecony rzucilem szybko:
-Powiedz mi, jaka ma cipe…
Baska tylko jakby na to czekala. Oblizala lubieznie górna warge, a ja zrozumialem ze juz dlugo tak nie pociagne.
-Hmmm…slodziutka. Nawet sobie nie wyobrazasz jak pachnaca. Teraz na pewno jest cala mokra i…
-A wlosy…jakie ma tam wlosy!
-Przeciez wiesz…ma czarne, bujne futerko. Nigdy go nie goli. Wloski zarastaja cale wargi, ale rosna Jej tez na udach. I nizej…
-I co…mów kurwa dalej bo juz nie moge!
Baska miala wilgotne usta, oczy Jej blyszczaly i sama juz oddychala coraz szybciej.
– I mówila mi, ze pragnie bys ja solidnie wylizal…
Az podskoczylem. Pewnie tez nieznacznie jeknalem, ale nie jestem do konca pewien. Trzymalem Baske za nadgarstek tak dlugo, az przestaly mna targac dreszcze orgazmu. Marzena konczyla prace. Kilka razy oblizala go jeszcze delikatnie i w chwile po tym jej rozczochrana glówka wyskoczyla spod stolika. Umiejscowilem wszystko tam gdzie trzeba, zapialem spodnie i rozejrzalem sie nerwowo dookola. Na szczescie nikt nie przejawial zainteresowania naszym stolikiem. Przez moment panowala krepujaca cisza, a ja lapalem jeszcze oddech. Marzena patrzyla na mnie nieco rozgoraczkowanym spojrzeniem, a Baska usmiechajac sie, na nia.
– Super- tylko tyle wydukalem. Dziewczyny zachichotaly, a mnie zrobilo sie troche glupio.
-No i co zrobimy z tym fantem?- Marzena rzucila to mimochodem, ale bylem pewien ze mówi do Baski. Ta nachylila sie lekko i szepnela jej cos na ucho. Marzena rzucila mi przeciagle spojrzenie i solidnie pociagnela ze szklanki.
-Masz jeszcze czas?- zapytala
-Mam…a czemu pytasz?
-Bo tez mamy, a Baska ma dodatkowo wolna chate.
I przygryzla dolna warge w sposób mówiacy az nadto. Nie musialem odpowiadac. Podnieslismy sie we trójke jak na komende. Zaplacilem i szybko ruszylismy do wyjscia. Dopiero teraz dotarlo do mnie ze i ludzi troche jakby przybylo. Nim jeszcze postawilem stope na zimnym pazdziernikowym chodniku, Baska wziela mnie pod reke, nachylila sie i delikatnie ugryzla w ucho.
-Przekonasz sie ze mówilam prawde- szepnela, a ja usmiechnalem sie w myslach czujac, ze chyba nie predko dane mi bedzie zapomniec o tym niesamowitym, jesiennym popoludniu.