Amateur

Wakacje cz.12
UWAGA – Nie jest to opowiadanie mojego autorstwa, znalazlem je na innej stronie.

KRYSTYNA ODDAJE SIE SWOIM UCZNIOM.

Telefon zadzwieczal w najmniej odpowiednim momencie. Postanowili go zignorowac. Przed nimi lezala prawie naga kobieta z ochoczo rozrzuconymi udami. Usmiechneli sie do niej. Tomek przysunal swojego czlonka i naparl na jej wagine. Wygiela sie mocno eksponujac tym samym swoje piersi. Chlopak pchnal po raz kolejny. Jeknela.
– podoba ci sie? – wysapal.
– tak, bardzo – odpowiedziala nieswoim glosem.
W tym momencie inni przystapili do akcji. Piersi kobiety wyladowaly w ich dloniach a w ustach poczula kolejnego czlonka. Atmosfera stawala sie coraz bardziej goraca. W koncu znajdowali sie w sali lekcyjnej, która z pewnoscia przeznaczona byla do nieco innych celów. Tymczasem uczniowie pieprzyli w niej swoja nauczycielke.

Jeki posuwanej kobiety stawaly sie coraz glosniejsze. W kazdej chwili mogla zostac uslyszana. Nikt nie zastanawial sie jednak nad konsekwencjami. Na dodatek jeszcze ten brzeczacy telefon. Jacek wzial go do reki i nacisnal guziczek. Polaczenie zostalo odrzucone.

Po d**giej stronie zapanowala konsternacja. Pawel spojrzal na ojca a ten nie wiedzac co ma powiedziec po raz kolejny wybral numer do zony. Sytuacja sie powtórzyla. Za trzecim razem to samo. Nerwy mezczyzny napiely sie znowu do granic. Co robic? – pomyslal. Wracac do domu? A moze ma isc z Pawlem na kregle? Nie wiedzial zupelnie jak sie zachowac. Przygladali sie sobie przez chwile. Syn czekal na meska decyzje, a ojciec chyba na rade. Nie doczekal sie zaden…
Uslyszeli dzwiek, który oznajmial o przyjsciu smsa. Andrzej siegnal nerwowo do aparatu i zaczal odczytywac tresc. Byla nader skapa jednak wiele mówiaca: “JESTEM ZAJETA”.

Dwa slowa a jakze znaczace. Pawel spojrzal na wyswietlacz i wiedzial juz co sie dzieje. Zagryzl wargi i powiedzial w przestrzen:
– To wrócilo.
Jego ojciec tylko sapnal cicho, ale jakby wiedziony przeczuciem siegnal znów po telefon. W tym samym momencie przyszla kolejna wiadomosc: “PANSKA ZONA MOZE SIE NIECO SPÓZNIC…”.
Zrobil sie caly czerwony i ze wsciekloscia zaklal. Pawel liczyl na inna reakcje.
– moge? – zapytal cicho
– tak, oczywiscie – Andrzej podal mu aparat
Chlopak zastanawial sie chwile. W koncu wystukal: “Spóznienie nie bedzie tolerowane”.

Juz po chwili wiadomosc pomknela w eter. Jeszcze szybciej nadbiegla odpowiedz:
– “W dziesiec minut takiej suczki nie przeruchamy. Tolerancja nie jest wymagana.”
Pawel zgrzytnal zebami.
– powinnismy jej poszukac – powiedzial.
Ojciec tylko przytaknal. Ruszyli w kierunku domu. W drodze znów zapikal telefon. Na wyswietlaczu pojawily sie slowa: “Zrobimy dla ciebie kilka fotek, chcesz?”

Nie wytrzymal dluzej. Zadzwonil. Po d**giej stronie uslyszal mlodzienczy glos:
– Chcesz posluchac?
Andrzej czerowny jak burak odpowiedzial:
– Daj mi zone!
Jego prosba zostala spelniona nieco inaczej. Juz po chwili slyszal wyraznie dzwieki rozlegajace sie w sali. Aparat ustawiono na tryb glosnomówiacy.
Krystyna wyginala sie mocno pod nimi. Unosila biodra do góry i ekstatycznie poruszala swym cialem. Uczniowie wchodzili w nia jeden po d**gim. Pawel z Andrzejem stali jak wmurowani. Slyszeli jej glosne jeki, slyszeli posapywania, slyszeli jak prosila o wiecej. Oni najwidoczniej nie skapili niczego pani profesor. Tak tez mówili do niej:
– NIECH PANI WYPNIE DUPE, PANI PROFESOR.
– Profesorka ma swietna cipe.
– teraz moja kolej.
– chce Pani mojego chuja?
Wtedy uslyszeli Krystyne:
– tak, pragne go, wejdz we mnie.

A potem slowa zwrócily sie do niego:
– panska zona swietnie sie jebie
– a jak zajebiscie ciagnie
– pewnie pan nie wiedzial?
I znowu jakby zapominajac o nim zajeli sie jego zona.
– na kolana lachociagu.
– teraz zalejemy cie sperma jak dziwke.
Nauczycielka poslusznie wykonala ten rozkaz swoich uczniów. Otoczyli ja scisle wianuszkiem i jeden po d**gim nadziewali ja na kutasa. Ciagnela z wielkim zaangazowaniem. Oni tylko sapali glosno.
– dobra z ciebie suka – mówili.
– teraz bierz do dzioba mojego kutasa.
Po d**giej stronie Andrzej zalamywal rece. Pawel równiez byl zrezygnowany. Usiedli na lawce i biernie uczestniczyli we wszystkim.

Chwile pózniej pierwsza dawka spermy wyladowala na twarzy Krystyny. Za chwile nastepna. I jeszcze jedna. I kolejna.
– A teraz pora na zdjecia dla rogacza.
– wystaw jezyk ospermiona dziwko – slyszeli instrukcje kierowane przez nich.
– ladnie wygladasz kurwo.
– DO TWARZY CI ZE SPERMA!
– a teraz ja zlizuj brudna suko.
Wiedzieli, ze zona/matka teraz to robi… Ze zbiera palcami, a nastepnie lize i polyka sperme swoich mlodych podopiecznych. Ze jest cala mokra i wciaz napalona. I wiedzieli, ze to dopiero poczatek. W tym momencie aparat zamilkl…
– reszta przedstawienia tylko dla widzów doroslych – to byly ostatnie slowa, które uslyszeli.

Potem zalegla cisza. Dociskajac do ziemi, uginala plecy i nie chcac uwolnic ze stalowego uscisku tlamsila kazdy najmniejszy ruch, kazdy gest, kazdy sprzeciw.
Ojciec i syn do domu dotarli po jakiejs godzinie. Nie odzywali sie zupelnie do siebie. Nie musieli. Wszystko bylo az nadto jasne. Czekali. Napiecie roslo z kazda sekunda. A zony/matki wciaz nie bylo. Nastal wieczór. Jak dlugo mozna sie… – pytanie zastyglo na ustach Andrzeja. Wiedzial, ze dlugo, bardzo, bardzo dlugo…

Kiedy Krystyna pojawila sie w drzwiach spojrzeli na nia z wyrzutem. Nic jednak nie powiedzieli. Ona tez nie zamierzala sie tlumaczyc. Podeszla do meza i podala mu biala koperte. Domyslal sie jej zawartosci dlatego czekal z otwarciem. W koncu to zrobil. Jego zona byla w tym czasie w lazience wrzucala do kosza z brudna bielizna mokre majteczki i zaspermione ponczoszki, a nastepnie wziela goraca kapiel.

Zdjecia nie pozostawialy watpliwosci. Znów bylo jej dobrze. Znów ktos inny zapewnil jej przyjemnosc, znów byl to ktos bardzo mlody. I znów w liczbie mnogiej. Ale to jeszcze nie bylo wszystko. W srodku byla kartka zapisana tekstem. Odczytal wszystko mechanicznie. I zadrzal. Kolejna granica miala byc pokonana.
Andrzej przegladal ze zdumieniem scenariusz jutrzejszego wieczoru. Plomien wstydu i ponizenia kazal mu raz kolejny ugiac kark i glowe zanurzyc w dloniach.
WYOBRAZIL JA SOBIE OD RAZU W WELONIE, W SUKNI SLUBNEJ…