Creampie

Spelnienie…
PORANEK

Raz jeszcze spojrzal na jej fotografie. W te ciemne, radosne, iskrzace oczy. Ponetne cialo smialo i zalotnie pozujace na skórzanym fotelu. Zanurzone, w delikatnie przyprószonym ciemnym wlosiem kroczu, smukle palce. Czy dlon zastygla na odwaznie obnazonej piersi. I ten wzrok. Gleboki, goracy, bezczelnie zapraszajacy. Dla niego bylo to czyste piekno. Esencja zmyslowosci. Zadrzal. Dlon z calych sil pociagnela w dól naskórek na dygoczacym, twardym niczym tytan, penisie. Na ulamek sekundy czas, cala czasoprzestrzen, zatrzymaly sie w miejscu. Zacisnal piesc, a chwile pózniej ciepla, perlowa ciecz chlusnela z impetem na jego nagi tors. Poczul smak wlasnej spermy na ustach. Cale cialo zaczely szarpac dreszcze. Ale reka trzymajaca nieustepliwego chuja, dalej przesuwala sie po nim zdecydowanie i bezkompromisowo. W tym momencie, z mocno juz sinej moszny, co chwila z cisnieniem godnym gejzeru, wyplywal slonawy, delikatnie gestawy ustrojowy budyn. Na bezowe przescieradlo, z klatki piersiowej, splywaly chaotyczne strózki bialawego nasienia. Jeszcze jeden, dwa, trzy dreszcze. Wycisniecie i sciagniecie napletka. A potem powoli huragan orgazmu zaczal sie poddawac. Odpuszczac. Pozostawiajac go w nieruchomej, niemal zastyglej pozycji. Delikatnie przytrzymywal reka swoje ozywione jadra. Lubil czuc, jak wewnatrz ich struktura sie odksztalca, zmienia forme, kurczy sie i pecznieje. Z czasem równiez i to ustapilo na rzecz nudnej, statycznej normalnosci. Po ochoczo i zawadiacko prezacym sie czlonku nie bylo juz sladu. Teraz lezal niemal omdlaly, bez zycia i ruchu. Taki nijaki, niegodny meskiego organu, nieapetyczny odwlok.

Otworzyl oczy i omiótl wzrokiem swoje cialo. Lsnilo od zwolna utleniajacej sie juz spermy. W powietrzu unosil sie jej intensywny, charakterystyczny zapach. Przeciagnal palcem od podbrzusza ku górze. Kurwa – pomyslal zdegustowany i zagail sam do siebie – dobra, czas sie w koncu umyc. Podnoszac sie ponownie zwrócil uwage na jej zdjecie. Nic sie na nim nie zmienilo. Nadal obecna byla tam piekna i zniewalajaca kobieta. Ona. Usmiechnal sie do siebie, przywolujac kilka niezatartych wspomnien. Szkoda… W koncu wstal i pewnym krokiem poszedl w kierunku lazienki.

BIURO

Stosunkowo niewielki, dwukondygnacyjny budynek nie zdradzal swoim wygladem, ze moze tam miesci sie jakiekolwiek biuro architektoniczne. Czy w ogóle cos, co mozna nazwac biurem. A jednak. Widac taka specyfika malych miejscowosci, gdzie adaptuje sie juz zastana infrastrukture, nie zawsze specjalnie dbajac o zewnetrzny design. Tym bardziej, ze czesc parterowa tradycyjnie pelnila role uslugowo-handlowa: spozywcza, tekstylna, gospodarcza. Pietro wyzej odbywal sie tymczasem twórczy proces. Rodzily sie pomysly. Odbywala matematyczna analiza i nieustanne wyliczenia. Raz prostych to znowu nieco mniej prostych budowlanych koncepcji. Ekrany komputerów eksponowaly kolorowe bryly, skomplikowane wykresy, rózne tabele i wizualizacje projektów. Lukasz, dwudziestoosmiolatek o wzroscie przecietnego koszykarza, za to posturze atlety, siedzial wlasnie przed jednym z nich. Niedbale, beznamietnie wpatrywal sie w monitor i najwyrazniej myslal o wszystkim tylko nie o tym, co mial zrobic tu i teraz, a za co inkasowal stosunkowo nienajgorsza pensje. Biorac pod uwage miejsce, w którym mieszkal. Wyraznie znudzony siegnal w koncu po swojego smartfona marki Samsung i wystukal na cieklokrystalicznej klawiaturze krótkie, oznajmujace zdanie: Mysle o Tobie. Nie minelo 30 sekund, jak komunikator odpowiedzial, ze on tez. A wlasciwie to ona, Marta, tak mu sie bezposrednio zrewanzowala.

– Co robisz? – z prawa pianisty palce Lukasza wybraly kolejna sekwencje liter.
– Prowadze lekcje – niezwlocznie pojawila sie odpowiedz
– Stoi mi – bez skrepowania wyslal jej kolejny tekst.
– Stoi Ci, bo prowadze lekcje..? – zasmial mu sie w twarz ekran smartfonu marki Samsung.

Lukasz usmiechnal sie przyjaznie. Lubil poczucie humoru swojej zony, co dodatkowo go w niej pociagalo.
– Stoi mi, bo mysle o Tobie – kontynuowal.
– Bo myslisz, jak pieprzy mnie jakis obcy facet. Dlatego Ci stoi – Lukasz zaczal sie zastanawiac czy Marta go prowokuje? A moze jednak to nutka pretensji o jego, w normalnym, katolickim tylko, co powstalym z kolan, a nawet unijnego jarzma, wyzwolonego w koncu z lewackiej okupacji kraju, chore fantazje? Mimo wszystko postanowil zaryzykowac.

– Wlasnie tak! Mysle, jak trzymasz w dloni wielkiego kutasa obcego faceta i patrzysz mi prosto w oczy z poczuciem permanentnego triumfu – wyslal.
– Ale mi Twój kutas wystarcza w zupelnosci – Marta najwyrazniej nie zartowala.
– Naprawde nie chcialabys, zeby ktos inny Cie zerznal? – nie odpuszczal.
– Po, co? Pragne Ciebie, podoba mi sie Twój kutas. Innych nie potrzebuje.
– Tez Cie pragne, ale nie moge oprzec sie tej fantazji, ze robisz to na moich oczach z innym facetem
– To chyba na wyobrazaniu tego bedziesz musial poprzestac, bo ja takich potrzeb w sobie nie odnajduje.
– Szkoda. To moze, chociaz Ty, ja i ktos jeszcze?
– I ten ktos jeszcze to oczywiscie ma byc on, nie ona
– Ona tez fajnie, ale faktycznie mialem „go” na mysli.
– Kochanie jestes troche pierdolniety, wiesz?
– Wiem – tutaj Lukasz juz sie rozesmial. Zupelnie nie zwracajac uwagi, ze moze nie byc sam na jedynym pietrze owego niewyrózniajacego sie niczym, poza szeregiem sklepików oraz punktu totalizatora sportowego na parterze, budynku. – Ale pomysl! Jak mogloby byc fantastycznie, gdybys wpadla w ramiona dwóch dorodnych samców? Dobrze uposazonych. I zamiast jednego, mialabys dwa fantastyczne chuje przed soba? Taki pakiet lojalnosciowy, dwa z dwóch w jednej…
– No jasne. Pieknie to sobie wymysliles. Idz lepiej do lazienki. Zrób, co zrobic powinienes i ochlon.
– Eee, a gdzie Twój duch zabawy? Poryw szalenstwa..?
– Lukaszku, prowadze lekcje i nie bardzo mam czas. Ale powiem Ci cos, zanim skonczymy te zabawna konwersacje. Nie zalozylam dzisiaj majtek, a mam lekcje z klasa maturalna. Piszac z Toba, co chwila rozchylam sobie nogi. A jak wiesz w spodniach dzisiaj tez do pracy nie poszlam. To tylko kwestia czasu, jak ktos odkryje mój maly sekrecik – Lukasz w kolejnej wiadomosci otrzymal jeszcze rzad zóltych kulek z wystawionym jezykiem.
– Aaaa, jestes okrutna!!!.
– Zapracowales sobie. A teraz musze konczyc. O której masz spotkanie z tym Warszawiakiem?
– Przyjezdza o 16-tej. Skads tam wraca i akurat przejezdza tedy w drodze do Warszawy.
– To fajnie, ze chce akurat u Ciebie zamówic ten projekt.
– Widzial moje pomysly na stronie i spodobaly mu sie.
– No, bo nie tylko masz najwspanialszego kutasa na swiecie, ale jestes jeszcze bardzo zdolny mój drogi. Spróbuj o tym nie zapominac.
– Nie bede.
– Slusznie. Dobra koncze, owocnego spotkania. Widzimy sie w domu.
– Marta, ale mi stoi.. – Lukasz postanowil dokonac jeszcze jednej, desperackiej, niemal samobójczej próby.
– To niech usiadzie… Pa mój mily!

Przy awatarze Marty nagle pojawila sie naklejka – ofline.

No dobra – pomyslal Lukasz. Wstal, poczym obral azymut na toalete. Energicznie nacisnal na przelacznik swiatla. Otworzyl drzwi. Wszedl do srodka. Rozpial rozporek, opuscil spodnie, potem majtki. W koncu ujal w dlon prezaca sie groznie mamucia trabe i …

SPOTKANIE

Usiedli na przeciwko siebie przy kawiarnianym stoliku. Wczesniej Lukasz podajac mezczyznie reke, przedstawil sie. Adam – uslyszal w odpowiedzi. Wczesniej duzo do siebie pisali, wiec od razu przeszli na ty. Rozmawiali glównie o pomysle na projekt malego domu. Letniskowej daczy o znacznym komforcie, choc niekoniecznie zaraz w stylu Palacu Wilanowskiego. Szybko tez zauwazyli, ze dobrze sie dogaduja, czytaja miedzy wierszami, rozumieja sie. Lukasz przeprosil i siegnal po telefon, aby sprawdzic czy nie otrzymal jakiejs wiadomosci. Na czas spotkania mial wylaczony dzwiek. Skrzynka odbiorcza byla pusta. Odlozyl aparat, ale zanim ten wszedl w tryb uspienia, ekran wypelnil sie zdjeciem mlodej, rzucajacej sie w oczy dziewczyny. Nie uszlo to uwadze Adama. Nie moglo ujsc. Adam z tego zyl. Obserwowal ludzi, ich reakcje, zachowania, sposób komunikowania. Analizowal rzeczywistosc, która go otaczala, a potem laczyl rózne spostrzezenia – podsluchane rozmowy, zwroty, portrety ludzkie: kobiet i mezczyzn – w wymyslone historie. Tworzyl swój alternatywny, choc bliski swiat. Nadawal temu fabularny kierunek. Podkreslal, co w dramacie podkreslic nalezy i przetwarzal na komedie, sensacje, albo tragedie. Pisal o ludzkiej naturze, jej nieoczywistosci, szalenstwie i ulomnosci. Dostrzegal piekno i snul na stronach swoich publikacji fantazje, które je wykorzystywalo. Bawil sie slowem. Zonglowal nim zmieniajac ich sens, nadajac inny kierunek, ilustrujac swiat szary i ponury, zabawny i barwny, smieszny i straszny jednoczesnie. Dlatego Adam nie mógl nie zauwazyc zdjecia, które doslownie na chwile pojawilo sie na wyswietlaczu smartfonu marki Samsung, nalezacego do Lukasza.

– Ladna dziewczyna – powiedzial to niby od niechcenia, zblizajac filizanke wypelniona kawa do ust.
– Dziekuje. Moja zona – odpowiedzial troche zmieszany, ale tez zaintrygowany Lukasz.
– Gratuluje. Dlugi staz..?
– Jesli chodzi o malzenstwo nie, ale znamy sie juz dobrych pare lat.

Adam odruchowo zerknal ponownie na telefon Lukasza. Ten, wylaczony, lezal bezwiednie. Pozostawal wyciemniony, bez oznak aktywnosci. A mimo to Adam wciaz widzial na nim mloda, filigranowa dziewczyne o kasztanowych wlosach, z mocno podkreslonymi czerwona pomadka pelnymi ustami. Miala na sobie koszule w krate i dzinsowe szorty. Niby nic. Zupelnie zwyczajna, ale jednoczesnie obdarzajaca swoim spojrzeniem autora zdjecia tak, jakby toczyla z nim nieustana erotyczna gre, zmyslowy pojedynek. Kusila go, prowokowala, bawila sie nim. Adam zbyt mocno cenil sobie walory kobiecej urody, zeby tego nie dostrzec. Ten widok wyryl mu sie w pamieci niemal tak, jak czyni to dysk drukarki 3D po skanowaniu. To byl impuls, ale zadzialal. Marta, w tej ulotnej atomowej sekundzie, go zafascynowala. Z kolei Lukasz poczul delikatne mrowienie. Niewytlumaczalny niepokój, ale tez trudny do zrozumienia odruch akceptacji.

– Podoba sie Ci moja zona? – zapytal zupelnie powaznie, ale w uprzejmy sposób. Poczym wlaczyl telefon i oczom Adama znów ukazala sie znajoma fotografia.

Marta patrzyla na niego pewnie, zdecydowanie. W równym stopniu zalotnie, co niewinnie. W zaskakujacy i naturalny sposób laczyla kompilujace sie w niej cechy. Byla i dziewczeca, i kobieca. Miala w sobie tak aniola, jak i drapiezna diablice. Jej nieagresywny seksapil oniesmielal oraz pobudzal. A czynil to ze zdwojona sila. Byla piekna. Bez dwóch zdan. Ale tez intrygujaca w swojej zwyczajnosci. Adam patrzac na nia wiedzial, ze tylko od niej zalezy, kiedy zmieni maske, zrzuci dotychczasowa skóre i przeobrazi sie w pelna namietnosci oraz zwierzecej energii bezpruderyjna dziwke. A przynajmniej, tak to sobie wyobrazal.

– Jest bardzo ladna – odpowiedzial Lukaszowi, zgodnie ze swoimi odczuciami – Ale moze nie powinienem…?
– Nie, dlaczego? Nie mam problemu z tym, ze Marta podoba sie innym facetom.
– Marta…
– Tak. Ma na imie Marta – doprecyzowal.
– Ok. W takim razie Lukaszu masz naprawde ladna zone. Marte. No dobrze to, na czym skonczylismy, bo niedlugo musze sie zbierac? Jeszcze kawal drogi mnie czeka…

Adam machnal jeszcze reka Lukaszowi na pozegnanie i wsiadl do swojej granatowej Laguny. Uruchomil silnik i odprowadzil wzrokiem mlodego architekta, który wlasnie ruszal z parkingu. Usmiechnal sie do siebie zaintrygowany, ale tez zadowolony. Czul satysfakcje z dobrze zapowiadajacej sie wspólpracy. Ale towarzyszyly mu tez inne uczucia, których nie umial sobie jeszcze dobrze zdefiniowac. Nie bylo mu z tym jednak, jakos specjalnie zle. Dlatego wkrótce przestal równiez i nad tym sie zastanawiac. Skupil sie na trasie, trzymaniu tempa jazdy i drogowych idiotach, których w tym wesolym kraju nigdy nie brakowalo. A wrecz przybywalo. Pare razy, wyprzedzajac na autostradzie, zmuszony byl docisnac i wydusic z wysluzonego silnika 2.0 jeszcze wiecej mocy. Inny mistrz kierownicy siedzial mu wtedy na „ogonie”, niemal laskoczac po plecach. Adam klal pod nosem zalujac, ze nie jedzie bondowskim Astonem Martinem, chowajacym we wlocie powietrza zabójcza wyrzutnie rakiet ziemia/powietrze. Poza tym droga mu sie dluzyla i nudzil sie okropnie, jak to na dwupasmówkach zazwyczaj bywa. W koncu wjechal do miasta stolecznego Warszawy, co za kazdym razem powtarza wesoly kandydat na prezydenta stolicy, niejaki Patryk Jaki. Moze po prostu cieszacy sie dobrym samopoczuciem oraz samoocena Opolanin, akurat musi pojechac pelna fraza, zeby sobie utrwalic, gdzie mieszka od przeszlo osmiu juz lat. Kazdy ma swoje tempo, swój czas, swój rytm. Adam tymczasem przejezdzal kolejne przecznice i ulice bez wiekszych problemów. Plynnie oraz cicho. O tej porze Warszawa juz glównie tylko za sprawa taksówek dawala znaki zycia. Poza tym miasto spalo w najlepsze. Stad po kilku minutach podjezdzal juz przed brame podziemnego garazu w swoim bloku. Podnosil wlasnie pilota, aby ja otworzyc, kiedy uslyszal dzwiek wiadomosci w telefonie. Zmeczony podniósl go i uaktywnil. A potem uniósl brwi zaskoczony. Wiadomosc pochodzila od Lukasza. Do tego miala w sobie zalaczony jakis plik. Dotknal delikatnie palcem ekranu. Jego, jak najbardziej prywatny iPhone marki Apple wyswietlil zdjecie opartej o sciane, ubranej jedynie w bielizne, samonosne ponczochy i buty na obcasie, kobiety. Patrzyla smialo wprost w obiektyw. Wyraznie, choc nienachlanie, prezentowala mocno czerwone usta. Pod zdjeciem Adam dostrzegl tekst wiadomosci: A czy tak Marta tez Ci sie podoba…?

WIECZÓR

Brazowo zóltawy plyn swobodnie wypelnil brzegi czworokatnej szklanki. Adam zastanawial sie nawet przez chwile, czy nie dodac kilku kostek lodu? Mimo bardzo cieplego, letniego wieczoru, postanowil tradycyjnie niczym nie profanowac tak wykwintnego trunku, jak irlandzka whisky. Wzial jeden zdecydowany lyk i przyjal z zadowoleniem cieplo, które wypelnilo mu podniebienie oraz gardlo. Uwielbial ten wyrazny smak. Zdecydowanie subtelniejszy od klasycznej wódki. Sugestywniejszy od pospolitego piwa i bardziej klarowny niz najbardziej wykwintne wino. Nigdy tez nie rozumial, jak mozna laczyc ten destylacyjny przysmak z napojami typu cola, sprite, a nawet piwo imbirowe. Akurat drink bedacy wspólnym mianownikiem ostatniej pozycji z owa klasyka alkoholu, faktycznie jest dosc smaczny i w warunkach bankietowych z powodzeniem zdaje egzamin. Poza tym, jednak whisky pije sie w niezmienionej formule, bez zadnych dodatków. Ostatecznie z dwiema kostkami lodu.

Ze szklanka w dloni usiadl na kanapie. Siegnal po swój telefon rodzaju iPhone marki Apple i odnalazl ostatnia wiadomosc od Lukasza. Kilka ruchów i znów jego oczom ukazala sie filigranowa Marta. Tylko w bieliznie, w czarnych samonosnych ponczochach i butach na obcasie. Patrzyla na niego, wyraznie zachecajac i jednoznacznie flirtujac. Musialby sobie zaprzeczyc, zeby nie zgodzic sie z tym, ze mu sie naprawde podobala. Jej widok stanowczo go pobudzal. Przelknal kolejny lyk. Odlozyl telefon, aby pilotem aktywowac swój 49 calowy telewizor LCD. Adam, jak co dzien o 22-giej, sprawdzal w wydaniu publicystyczno-satyrycznym, co wesolego dzieje sie w jego, coraz radosniejszym, nabierajacym „znaczenia”, jak i „godnosci” kraju. Nie, zeby jakos specjalnie sie tym przejmowal. Po prostu lubil spojrzec na pewne sprawy z dystansem i humorem. Z cala pewnoscia wybieral tez te pozycje, które na ten sam temat perorowaly w delikatniejszej, poblazliwej oraz w zdrowy sposób ironicznej formie, niz te nastawione na jawne szyderstwo, kpine oraz bezpardonowy, czesto pozbawiony zwyklej kultury, atak. Dodatkowo alkohol spelnial powierzone mu zadanie, wprawiajac go w coraz bardziej rozluzniajacy nastrój. Chwila ta niestety nagle i zaskoczenia zostala przerwana za sprawa sygnalu wiadomosci, cumujacej w jego iPhonie marki Apple. Lekko zirytowany niespodziewanym zaklóceniem porzadku rzeczy, mezczyzna spojrzal na urzadzenie. No tak, kolejny sms. Otworzyl go. Odlozyl szklanke i skupil sie na obrazie.

Marta tym razem opierala sie sugestywnie o sciane, jej rece poszybowaly w góre, a dlonie splotly sie ze soba. Wciaz stala w szpilkach, samonosnych ponczochach i… otwierajacych horyzonty wyobrazni stringach! Tym razem jednak bez zadnego skrepowania eksponowala swój niewyobrazalnie ksztaltny, ale przede wszystkim nagi biust. Twarz Adama nie potrafila ukryc zadowolenia, ale tez zaskoczenia. Kolejna wiadomosc, która pojawila sie niedlugo potem zawierala juz tylko tekst. Nie odpowiedziales mi na ostatniego sms’a. Moze teraz bedzie Ci latwiej? Lukasz, co mial w swoim zwyczaju, nie odpuszczal. Co prawda postanowil podjac kolejna inicjatywe niecala dobe po pierwszej próbie, ale fakt pozostaje faktem, ze watek ten konsekwentnie kontynuowal.
Adam odpowiedzial enigmatycznie – Bardzo…

– A teraz? Przed Adamem, chociaz w formie cyfrowej i w skali zdecydowanie mniejszej niz 1: 1, znów pojawila sie mloda zona Lukasza. Tym razem poslusznie i wymownie przyklekla wypinajac swoja zgrabna, kragla pupe. Natomiast jej sutki ledwie, co ocieraly sie o powierzchnie lózka, na którym sie aktualnie znajdowala.

– Teraz równiez. Do czegos zmierzasz..?
– Chcialbys zerznac moja zone?

Pytanie owo, tylez podniecajace, co niepokojace, wyrwalo Adama ze stanu niewazkosci, w którym sie coraz bardziej pograzal.

– Skad taki pomysl?
– Ja bym chcial…

Tutaj Adam juz sie mocno zastanowil. Z d**giej strony nie potrafil zakwestionowac, ze ten smialy i dla pewnych kregów bezwzglednie chory pomysl, zaczal mu sie przyjemnie rozgaszczac w odpowiedzialnej za planowanie czesci mózgu.

– Chcialbys, abym zerznal Twoja zone? Adam wiedzial juz, ze zadaje pytanie retoryczne. Jednak konwersacje te trzeba bylo jakos dalej i z rozmyslem przeciez prowadzic. Przy okazji dopil resztki alkoholu i bez skrupulów, po raz kolejny, napelnil szklanke. Tak na trzy czwarte.

– Wyobrazam sobie, jak obcy facet sie z nia pieprzy. Jak wpycha jej w usta swojego wielkiego kutasa. Kolejna wiadomosc nie pozostawiala watpliwosci, co z kolei zagniezdzilo sie w umysle Lukasza. Adam pomyslal jednak, o czyms jeszcze. Czy jego wlasny? Od urodzenia mocno do niego przywiazany. Nad wyraz osobisty kutas jest na tyle wielki, aby spelnil standardy wytyczone przez czlowieka, który mial mu zaprojektowac letniskowy domek? Gdzies w otoczeniu warminsko-mazurskich lasów i jezior. A czul tez, ze dalszy przebieg tej korespondencji niechybnie stanie sie pretekstem, aby to skonfrontowac. Tym bardziej, ze jego krocze zaczelo go tylez przyjemnie, co niekomfortowo uwierac.

Zaczal pisac Lukaszowi kolejna tresc, kiedy ten ubiegl go mms’em. Whisky bez oporów wypelnila przelyk Adam i popedzila rozbawiona przez uklad pokarmowy. Spojrzal. Zrenice mu zmalaly, jak przy wejsciu z ciemnego w jasne. A serce z miejsca przyspieszylo rozprowadzanie krwi po krwiobiegu. Zdjecie Marty prezentowalo ja odwrócona tylem. Opierala sie jedna reka o sciane, d**ga siegala do wypietego, razem ze zgrabna pupa, krocza. Teraz miala na sobie tylko obuwie i samonosne, czarne ponczochy. Delikatnie odwracala i pochylala twarz. Poza tym robila zatrwazajaco piorunujace wrazenie. Adam skonczyl szklanke szybciej niz planowal. Na chwile zatrzymal jeszcze wyrazisty smak, zanim pozwolil mu lagodnie poplynac w czeluscie organizmu. Nie zastanawial sie dluzej.

Chce… – wystukal na cieklokrystalicznym pulpicie i dotknal palcem ikony „wyslij”.

SYPIALNIA

Lukasz odlozyl swój telefon na lózku i spojrzal na wychodzaca z lazienki Marte. Dziewczyna byla niemal cala owinieta grubym, miekkim recznikiem. Jej zlepione, jeszcze mokre wlosy, lsnily od niedawno uzytego szamponu. Nagie pozostawaly tylko szyja, górne partie dekoltu oraz uwodzaco szczuple nogi, od ud do stóp. Jemu to jednak nie przeszkadzalo. Patrzac na nia, Lukasz i tak widzial ja bez tego ciezkiego, dywanowego recznika. Cala obnazona oraz bezgranicznie zmyslowa. I to go w zupelnosci zadowalalo. Zreszta, co od oczu, a potem mózgu to i dalej w dól. Niewiele trzeba bylo czekac, kiedy poczul aktywnosc ponizej pasa. Leniwie, niczym Smok z Komodo, wielka amazonska anakonda zaczela mu rosnac, prezyc sie, odwaznie prostowac. Ukrywajace ten moment meskie bokserki, konsekwentnie zwiekszaly swoja objetosc. A to z kolei nie uszlo uwadze samej Marty.

– Ja to sprawiam czy konwersacja, która prowadziles? – subtelnie wskazala na odpoczywajacy leniwie aparat.
– W zasadzie jedno i d**gie – adekwatnie odpowiedziala Lukasz.

Marta, mimo wszystko, mial sporo dystansu do fantazji swojego meza. Moze, dlatego równiez ku swojemu zaskoczeniu, jedynie usmiechnela sie figlarnie.

– Znów próbujesz mnie komus oddac? – wypalila bez zbednych ceregieli – Pytanie tylko czy taka? – Tutaj, niczym wytrawna stewardesa, wskazala z gracja na oplatajacy ja i zaborczo zaslaniajacy recznik. – Czy moze taka..? – Jej dlonie plynnie skierowaly sie do krawedzi materialu, aby za chwile z równa wprawa go odwinac i beztrosko odslonic to, co tak szczelnie zaslanial. Stala teraz przed Lukaszem z rozlozonymi na boki rekoma i demonstrujac swoje nieskazitelne, filigranowe cialo. Jego perfekcyjny efekt wzmagaly nieprzyzwoicie symetryczne, kopulaste piersi. Jesli chirurdzy plastyczni mieliby szukac idealnego wzoru dla swoich implantów to Marty natura nadawalyby sie do bez falszywej nutu.

Lukasz pozeral ja wzrokiem. To byla jego zona, ale za kazdym razem patrzyl, jakby zobaczyl ja pierwszy raz. Ten sam dreszcz podniecenia. Ten sam zachwyt i podziw. Troche staromodne slowo, ale byl nia za kazdym razem wyraznie urzeczony. Zreszta nie tylko on. Bokserki, które wciaz jeszcze mial na sobie juz bardzo sugestywnie przypominaly cyrkowy namiot. W kulminacyjnym punkcie wznosily sie strzeliscie, napinajac material z nacierajaca sila. W strefie zero pojawil sie tez wilgotny, zwiekszajacy swoja objetosc slad. Ewidentnie krocze Lukasza wrzalo, a uspiony jeszcze niedawno potwór bardzo chcial wyjsc w tym momencie na zewnatrz. Oczywiscie stan tego obezwladniajacego podniecenia potegowal fakt, ze on autentycznie marzyl o tym, aby jego wlasna, swiadomie poslubiona i kochana zona, stala teraz tak przed Adamem, któremu jeszcze kilka minut wczesniej wysylal jej osobliwie wymowne zdjecia.

– Czyzbys chciala uczestniczyc w moich fantazjach? – postanowil kuc to zelazo, póki sprzyja temu koniunktura.
– A nie uczestnicze? – Marta z rozbrajajaca szczeroscia czytala swojego meza na wylot.
– Wiesz, ze nie mam na mysli zadnych metafor, tylko bardzo realistyczna fizycznosc.

Marta uwolnila recznik, który opadl ciezko na podloge. Zrobila krok do przodu i stanela tuz przed mezem. Mógl on teraz bezposrednio wpatrywac sie w jej ponetna i smakowita szparke. Lukasz wyciagnal ku niej dlon i z poczuciem bezczelnie wypisanej na swojej twarzy dominacji wsunal ja miedzy, coraz cieplejsze sromy. Gromadzacy sie sluz niemal calkowicie wyeliminowal opór stawiany przez tarcie. Stad dlon Lukasza mogla gladko, i z niczym niezaklócana swoboda, przesuwac sie w przód i w tyl. Marta ledwie zauwazalnie przygryzla usta i na chwile przymknela oczy. Poczula tez, ze jej nogi niesmialo, ale miarowo zaczynaja drzec.

– I co masz juz swojego kandydata na mojego kochanka? – powiedziala to delikatnie, lapiac powietrze. Glosem, z którego emanowalo rosnace pobudzenie i rozprzestrzeniajaca sie rozkosz. Lukasz nie przestawal przesuwac dlonia.
– Mam – stwierdzil jednoznacznie i z przekonaniem. Jeden z palców Lukasza zaglebil sie w jej wnetrzu. Kobieta z jeszcze wiekszym naciskiem przygryzla warge.
– I mialby robic to samo, co Ty teraz? – dyszac wycedzila.

Lukasz powoli zaczynal juz tracic kontrole nad soba, ale jeszcze sie nie poddawal. Jeszcze walczyl. Wciaz nieublagalnie masowal wilgotne, sliskie krocze swojej zony i delektowal sie jej seksualnym sztormem, który rósl z sekundy na sekunde. W kazdym zakamarku jej idealnego, nagiego ciala.

– Nie tylko on, Ty tez… – w tym momencie poddal sie bezwarunkowo. Niemal zdarl z siebie bokserki i szarpnal zupelnie bezbronna dziewczyne ku sobie. Ta zupelnie bezwladnie wyladowala na kolanach. Twarza wprost w szybujacego, krwiscie sinego i groznie nabrzmialego kutasa. Czlonek Lukasza naprawde zachowywal sie, jak mityczny, wylaniajacy sie z morskich otchlani Kraken. Co prawda nie posiadal tylu zabójczych macek, ale rósl zlowrogo niczym Mroczna Wieza Stephena Kinga. On sam byl jedna, wielka obezwladniajaca macka. Budzil lek i niepokój. Ale tez rzadze i pragnienie jego pokonania. I z ta ostatnia mysla Marta rzucila sie lapczywie na szarzujacego w kierunku jej ust chuja swojego meza. Przyjela go z podniesionym czolem, bez respektu dla przeciwnika. Nawet cienia trwogi. Mocno scisnela jedna dlonia za jadra, a d**ga podprowadzala sobie twarda, jak stal, zylasta pale. Oplotla ja ustami i zatopila sie w niej po sam przelyk. Zaciskajac wargi na pulsujacym, jak wibrafon, goracym niemal jak kaloryfer w listopadzie, wciaz wydluzajacym sie gigancie, przesuwala cala swoja glowe w przód i w tyl. Lukasz az syknal, co bylo efektem przeszywajacej jego wygiete cialo ekstazy. Marta nie odpuszczala. Wiedziala, ze tak on, jak i przyrosnieta do jego krocza rakieta V2 sa jej i tylko jej. Byla ich wladczynia, poskramiaczka, wlascicielem panszczyznianym. Tegi kutas Lukasza dostal sie do niewoli i nie mial zadnych szans na szybka amnestie. Marta torturowala go okrutnie. Raz podtapiajac w swojej spragnionej buzi. Dwa perwersyjnie podgryzajac. To znów oblizujac purpurowy zoladz, skutecznie odcinajac mu w ten sposób doplyw powietrza. A mimo to czlonek Lukasza, jak i on sam, wydawali sie bynajmniej nie cierpiec czy blagac o koniec mak, brutalnej przemocy. Obaj gotowi byliby dostac nawet dozywocie, gdyby mialo ono tylko na tym polegac. Marta spojrzala na meza, który odplywal w rózne inne, kolorowe stany swiadomosci i z usmiechem na twarzy przejechala lubieznym jezykiem po jego blyszczacym monstrum. A za chwile znów z dzika energia i niepowstrzymanym impetem wprowadzila go w srodek swoich szeroko otwartych ust. Szalenstwo trwalo przy pelnym zatraceniu czasu, a z perspektywy biernego obserwatora, którego oczywiscie w sypialni Lukasza i Marty nie bylo, mozna nawet zasugerowac istny fellaticzny maraton. Który, kto wie, moze móglby trwac jeszcze rekordowo dlugo, gdyby nie nagly werbalny przerywnik. Kobieta uwolnila ze swych zarlocznych szczek umeczonego, ale honorowo wytrwalego penisa i prowokacyjnie zapytala meza o pewna delikatna kwestie.

– Czy tak wlasnie chcialbys, abym mu obciagala?

I to byl ten jeden most za daleko. Ta cienka czerwona linia. Tora, Tora, Tora. Lukasz, jak trafiony paralizatorem przez wroclawskich policjantów, zerwal sie na równe nogi, przekrecil Marte na plecy, jakby byla nic niewazacym manekinem i usiadl na niej okrakiem. Jego ciezkie jaja oparly sie o spód idealnie proporcjonalnego biustu, a czlonek wsunal miedzy dwie doskonale oble piersi. Dziób lukaszowego Kurska brutalnie wtargnal w rozchylone martowe wargi, która dalej oblizywala go z nieslabnacym animuszem. Jego biodra zaczely sie regularnie ruszac. Marta z równa regularnoscia otaczala troskliwa opieka napierajacy organ. Oboje trwali w tej zmyslowej choreografii jeszcze przez czas jakis, az w koncu jej wlasny maz, dopelniajac w swej przepastnej wyobrazni radosna wizje, dal upust nagromadzonej mocy i wypalil z sil calych. Gesta sperma wylala sie z wielkiej ciemnej rury nagle i z impetem. W jednej chwili twarz dziewczyny oblepila bioenergetyczna maseczka. Jej czerwone usta zabielily sie i splynely swietlista ciecza. Po szyi ciekly nieregularne strumyki, a Lukasz, co chwila dostarczal kolejne porcje zyciodajnego plynu. Opluwal nim zone bez umiaru. Szczesliwie oraz laskawie jej przy tym nie topiac. Jego nasienie bylo wszedzie. To byl prawdziwy potop, autentyczna katastrofa naturalna. Zdawalo sie, ze nie do powstrzymania, ale wszystko, co piekne i mile, kiedys sie skonczyc niestety musi. W koncu i zbiornik Lukasza zostal wyczerpany. Wypompowany do cna. I choc sam jego dorodny, waleczny chuj jeszcze sie nie poddawal to juz niczym nie tryskal. Nie strzelal. Zadnych plynów z siebie nie wylewal. Jak u Allena, zrzut zostal dokonany, dzwig opuszczony a ci, co nie wyskoczyli musieli poczekac na kolejna okazje.

Tyle, jesli chodzi o „Wszystko, co chcielibyscie wiedziec o seksie, ale boicie sie zapytac”. Wracajac do alkowy, tak radosnie spedzajacej ze soba czas malzenskiej pary. Powoli normalnosc zaczela do nich tez powracac. Marta wytarla sobie dlonia twarz, aby móc bez bólu otworzyc oczy i nie musiec wciagac spermy nosem. W koncu to nie kokaina. Z kolei Lukasz odsunal sie i ulozyl na plecach zupelnie swobodnie i bez skrepowania. Ona wstala, podniosla recznik i po chwili zniknela za drzwiami lazienki. Mezczyzna trawil blogi relaks, ale tez z blaskiem w oku spogladal na miejsce, gdzie weszla zona. Kiedy wyszla znów poczul to uklucie. Po raz kolejny zrobila na nim wrazenie. Juz czysta, bez