Asian

Holiday 04
Dziewietnastoletni Wojtek sluchal jak zaczarowany.
– niemozliwe, sciemniacie chlopaki.
– wcale nie, zreszta przekonasz sie sam – Marcin mial bardzo zadowolony glos.
– jak? kiedy? – ciekawosc wzbierala w nim coraz silniej.
– dzisiaj wieczorem…- zamilkl na chwile jakby potrzebowal zaczerpnac powietrza.
– jak to wieczorem? – Wojtek niecierpliwil sie coraz bardziej.
– przekonasz sie…ale to nie wszystko…
– nie?!! – prawie wykrzyknal.
– Rafal wymyslil cos innego…mielismy watpliwosci czy to sie uda, ale poszlismy na calego i…
– i co? – nie mógl juz dluzej wytrzymac
– mów!
Marcin wahal sie czy ma powiedziec, ale w koncu rzucil w sluchawke jedno slowo: wieczorem.
– dowiesz sie wszystkiego wieczorem.
– sluchaj jesli to prawda co mówisz – coraz bardziej wyczuwalo sie napiecie w mlodziencu – to przeciez ja wam o niej powiedzialem…
– no dobra – po chwili namyslu Wojtek dokonczyl – dowiesz sie tego od niej.
– od niej?!!
Po d**giej stronie dalo sie slyszec smiech. Jego koledzy najwidoczniej byli bardzo dumni z siebie i bardzo zadowoleni. Rzeczywiscie, jesli to byla prawda, to mieli do tego powody.
– a widzicie? mówilem, ze to doceni.
– nie spodziewal sie tego po swoich kolegach
– myslal, ze nie damy rady
– zaskoczony, prawda? – Marcin skierowal te slowa do niego.
– tak – odpowiedzial – bardzo.
– chlopaki mówili, ze nie uwierzysz, nie mylili sie…
Zanim rozmowa sie zakonczyla uslyszal, ze Agnieszke obracali na dyskotece, ze byla bardzo rozpalona, ze goli cipke i jest dosyc glosna. Wojtek chcial wiedziec wszystko. Chcial uslyszec gdzie ja brali, czy latwo poszlo, gdzie byl wtedy jej maz. Chcial znac szczególy. Oni jednak postanowili potrzymac go troche w niepewnosci, no a poza tym mieli dla niego niespodzianke na wieczór…
Wiedzial, ze czekanie bedzie dla niego nieznosne. Jednakze z d**giej strony to co uslyszal podzialalo na jego wyobraznie. Zaczal myslec. Zastanawial sie jak to wszystko przebieglo. Czy rzeczywiscie im sie udalo? – mial watpliwosci co do tego, ale z d**giej strony cos kazalo mu wierzyc w ich wersje. Przymknal na chwile powieki i przywolal jej obraz. Miala piekna twarz. Duze, zielone oczy, niesamowicie dlugie i grube rzesy i te cudowne pelne, jakby oczekujace usta. Ilez razy marzyl o nich, ilez razy wyobrazal ja sobie w swoich ramionach. Slyszal jak mówi cichutko: tak, pocaluj mnie. Gdy byl obok niej serce walilo jak mlot. Czul jej cudowny zapach, delektowal sie widokiem jej lekko przegietej szyi. Teraz tez pojawila sie przed nim pochylona, usmiechnieta i jakby slyszal jej miekki glos, który splywal wprost z ust: zróbmy to, tak bardzo mi sie podobasz… Otworzyl oczy. Westchnal. Byl sam w pokoju. Postanowil wyjsc na spacer. W ostatniej chwili siegnal jednakze do szuflady i wyjal z niej zdjecie. To byla ona. Jego nauczycielka. Ilez razy ocieral sie o nia, ilez razy mial okazje zeby…a jednak nie doszlo do tego. Nie glaskal jej twarzy, nie piescil jej piersi, nie posmakowal jej. Czy mial szanse? Chyba tak. Ona go kokietowala, on prawil jej komplementy. To co bylo miedzy nimi gestnialo z kazdym spotkaniem, z kazda jego wizyta u niej, z kazda wrecz sekunda. Oboje czuli ze cos wisi w powietrzu, oboje czuli atmosfere podniecenia. Jednak wszystko dzialo sie na granicy rzeczywistosci, na krawedzi miedzy tym co realne a tym co wysnione, wymyslone. Oboje chyba pragneli tego – tak myslal. Zabraklo mu jednak odwagi. Ona tez nie chciala przekroczyc granicy. Balansowali zatem na cienkiej linie, w sferze gestów, spojrzen, niedomówien. Agnieszka kusila go swoim ubiorem, Wojtek adorowal ja swoim spojrzeniem, slowami przez które przebijalo pragnienie. Tylko tyle i az tyle. Dni mijaly a oni czuli to coraz silniej. Potem przyszla matura. Ona miala duzo pracy, on tez musial sie przygotowac, spotykali sie wobec tego rzadziej. Wtedy wlasnie powiedzial o niej kolegom. Spojrzeli na niego, pomysleli chwile i w koncu mu doradzili: na twoim miejscu od razu bym ja zlapal za tylek, wsadzil reke w majteczki i sprawdzil jak bardzo jest tam goraca.
– latwo ci powiedziec…
– to przeciez moja nauczycielka
Usmiechneli sie do siebie i zaczeli pytac o szczególy. Na poczatku mówil o niej niechetnie, ale w koncu slowa potoczyly sie jak górski potok. Tak bylo juz prawie codziennie. Wojtek opowiadal im o niej z pasja, z tak wielkim zaangazowaniem, ze zrozumieli co do niej czuje. Mieli swiadomosc, ze musi byc z niej swietna dupa. Kiedys w koncu powiedzieli: musisz nam pokazac suczke… Wojtek zawahal. Oni zaczeli nalegac.
– no dobrze – zgodzil sie.
Kiedy zobaczyli ja przed szkola oniemieli z wrazenia.
– no chlopaki, nie dziwie sie Wojtkowi
– tak, swietna z niej sucz
– spójrzcie na jej cycki – komentowali
– a jakie ma nogi
– a co powiecie o tej dupci?
– wiecie co? mysle, ze powinnismy sami ja zbajerowac
Spojrzeli po sobie.
– hmm, dobry pomysl
– taka mamuska musi byc smakowita
– wiecie co bym z nia zrobil? – Rafal usmiechnal sie zadowolony
– co?
– zlapalbym ja za te dlugie wlosy, sprowadzil do parteru i wyruchal ja w dupe
– co wy na to?
– ja bym jej wsadzil w te sliczne usteczka i pieprzyl ja w samo gardlo
– tez niezle – przytakneli koledzy
– to moze zorganizujemy imprezke? Wojtek ja przyprowadzi, napewno mu nie odmówi…
– tylko czy on sie zgodzi?
– mozemy spróbowac.
Wieczorem spotkali sie wszyscy u Rafala. Na poczatku wymienili kilka luznych uwag a potem napomkneli o prywatce.
– co wy na to? – Krzysiek spojrzal po twarzach kolegów.
– jestesmy za.
Teraz wszyscy spojrzeli na Wojtka.
– ale kiedy? za dwa dni mam ostatni egzamin.
– w takim razie w sobote, bedziesz mial to juz za soba.
– dobrze, czemu nie – zgodzil sie z checia.
– a moze ja przyprowadzisz?
Byl bardzo zdziwiony ich propozycja.
– myslicie, ze by sie zgodzila?
– pewnie, no i mialbys okazje poznac ja nieco blizej…
Ich spojrzenia mówily wszystko. Wiedzial co maja na mysli. Bardzo by chcial zeby tak bylo…
– zapytam ja…
Kiedy zadzwonil ona pakowala walizki.
– bardzo chetnie bym poszla ale niestety to niemozliwe – jej przyciszony glos podzialal na niego jak afrodyzjak.
Zrozumial, ze nie jest sama. Nie chcial sie jednak rozlaczac. Troche czuc bylo zawód w jego glosie dlatego dodala:
– gdyby nie ten wyjazd…
On jeszcze ciszej zapytal:
– a gdzie sie pani wybiera?
Przez moment milczala. W koncu dalo sie slyszec:
– jedziemy z mezem nad morze…do Mielna – dorzucila
– kiedy? – glos Wojtka byl jakis nienaturalny.
– dzisiaj w nocy.
Zapytal o pensjonat, zapytal na jak dlugo a ona mu odpowiedziala. W koncu zyczyl jej udanego urlopu i kiedy mial sie rozlaczyc cos kazalo mu to powiedziec: bede tesknil za pania.
– dziekuje – odrzekla – ja tez…
Zaledwie godzine pózniej dowiedzieli sie oni. Wszystkiego. I kiedy Wojtek przewracal sie z boku na bok jego piatka kolegów byla juz w drodze nad morze. Jechali za nia…